Moja nauka gry na fortepianie była skrajnie leniwa. Ojciec, którego siostry i ciocie umiały grać, ale tego nie robiły, stwierdził: nie, nie, nie. Nie poślę dzieci do szkoły muzycznej! Wynajmę nauczycielkę która będzie uczyła grać to co chcemy!
Mając 8 lat, korzystając z pozwolenia, grałem swoich uwielbianych the Beatles. Nuty były prawie banalne, ale przeznaczałem kwadrans dziennie na brzdąkanie.
W wieku kilkunastu lat skoczyłem na głęboką wodę – popełniłem świętokradztwo – zacząłem grać Chopina!!!!?!??!
Beethoven mnie mdlił, choć nauczyłem się kilka taktów Dla Elizy, starali się mnie wkręcić w Bacha, Brammsa, ale jako osoba która nie potrafi grać co mu nie leży na sercu – przerywała naukę utworu.
Chopina nauczyłem się połowę Nocturna, jedno preludium, półtora Poloneza i kilka mazurków…
… ale ja nie o tym
Jako leniwy muzyk, po wielu rozczytanych partyturach, doszedłem do wniosku: nie będę się musiał żadnego utworu uczyć jak nauczę się improwizować!!!!!!!
Żałuję, że nikt nie nie zmusił do nauki dyktanda muzycznego – grając improwizacje nie mam szans na bycie „lwem imprezowym”. Na imprezie brata jeden chłopak zagrał „Dragostea din tei” i powiedział, że ważne by trafić w klimat…
Na pewnym spotkaniu miłośników gier planszowych żywo improwizowałem na roztrojonym tanim pianinku. Po jakimś czasie koleżanka się spytała: „co ty grasz”?
Kilka tygodni później koleżanka, na innym spotkaniu tych samych graczy, gdy puszczałem muzykę z telefonu w pewnym momencie powiedziała z radością… „Znam to!”. Okazało się, że to była moja kompozycja…
Mam osobiście kilka kompozycji, a na Bandcamp jest jedna improwizacja fortepianowa (z głosem żony i hałasem przesłaniającym prawą rękę), mam kilka melodii na dziecięce cymbałki na Bandcamp…
Siedzę sobie w autokarze z żoną i synem po trzech nocach za granicą i…
… Chyba tęsknię za tworzeniem…
… więc napisałem tego posta

